Napisane przez  BTR
19
Kwi
2009

Rowerem po Rumunii (4)

Przy okazji, może kilka słów o tradycyjnym menu, jakie można spotkać w miejscowych barach i restauracjach. Żyjąc od wieku na pograniczu, czy to Wschodu z Zachodem, czy strefy wpływów wielkich imperiów: tureckiego, rosyjskiego bądź austrowęgierskiego, Rumuni nauczyli się czerpać z wielu tradycji, a zapewne najlepszym tego przykładem jest kuchnia.

Wyśmienite "orientalne" słodycze i desery, zawiesiste "rosyjskie" zupy, delikatne tokánye, jak też wszechobecna mămăligă - wszystko to znaleźć można w Rumunii, ciekawie doprawione lokalnymi smakami. Kuchnia rumuńska pełna jest mięs. Rzec by można nic specjalnego, ale pamiętać należy, że im bardziej na południe, tym mięs przybywa; wegetarianie mają tu ciężko. Pasterskie specjały: 

Mamałyga - (mămăligă, przyrządzana na gęsto z mąki kukurydzianej) w Polsce pięknie nazywana "słońcem na talerzu", jest najbardziej tradycyjną potrawą rumuńską. Bardzo prosta, była (i nadal jest) codzienną potrawą na wsi, gdzie chleb jadano tylko w niedziele i święta, spożywaną ze wspólnego naczynia, okraszoną niczym więcej jak tylko kawałkami sera (telemei), masłem i śmietaną; tak przyrządzoną mămăligę cu brânză şi smântână serwuje się w każdej restauracji z kuchnią rumuńską. 

Wrzące ciorby - Rumuni raczej rzadko jedzą lekkie zupy (supă). Dużo wyżej cenią sobie zawiesiste ciorby, często przecierane z warzyw, zawierające mięso i okraszone śmietaną i czosnkiem. Jest wiele rodzajów ciorb, najpopularniejsze to: "ciorbă de burtă" - flaczki, zawsze podawane z kwaśną śmietaną i ostrą papryką; "ciorbă de perişoare" - z klopsikami; "ciorbă ţărănească" - zupa chłopska z wielu warzyw i wołowiny; "ciorbă de potroace" - rosół drobiowy z dużą ilością kwaśnicy, znany z dobroczynnych właściwości dla tych, którzy zabawili się zanadto poprzedniego dnia; "ciorbă de varză cu smântână" - kapuśniak z kwaśną śmietaną. Wśród nielicznych lekkich zup popularnością cieszy się "supă cu găluşti" - z kluseczkami z lanego ciasta. 

Sarmale - Choć można je znaleźć także i w innych bałkańskich krajach, to jednak gołąbki (sarma) są uważane przez większość Rumunów za danie narodowe (pomimo że pochodzą z Turcji, gdzie zamiast wieprzowiny do farszu używano baraniny). Można je spotkać przyrządzone podobnie jak w Polsce - w liściu kapusty, ale kiszonej (sarmale în foi de varză murată) albo też na sposób bałkański - w liściu winorośli (sarmale în foi de viţă); oba rodzaje dusi się w sosie pomidorowym. Dla wzmocnienia smaku niektórzy kucharze przed włożeniem garnka do pieca dodają trochę smalcu i szynki. Sarmale najlepiej smakują podawane z mamałygą, kwaśną śmietaną i ostrą papryką. 

Po takim obfitym obiedzie, wyruszyliśmy dalej. Naszym kolejnym celem był Nowy Sołoniec. Po drodze spotykamy piękny, niewielki, drewniany monastyr, którym opiekuje się Rumun, z wykształcenia fizyk. Pięknie po angielsku opowiedział nam o historii tej świątyni.
Widzieliśmy też straszne skutki powodzi, które tamtędy przechodziły, wielkie betonowe płyty z drogi wyniesione na środek pola, zniszczone domy. 

W okolice Kaczyki przybywali też osadnicy z rzeszowskiego, tarnowskiego, a nawet z Mazur. Rozpoczęta akcja kolonizacyjna doprowadziła do pojawienia się na Bukowinie grup osadniczych (górali czadeckich). Do górali dołączali po drodze i inni chłopi z ziem polskich, częstokroć przyjmując góralskie zwyczaje i gwarę. Do połowy XIX wieku z przeludnionych osad, górale wyruszali dalej, by zakładać nowe osiedla. Tak powstały Nowy Sołoniec (1834). Sołoniec czyli Soloncu Neu, największa polska wieś na Bukowinie, zamieszkana przez 800 osób. Jest tu kościół, szkoła, gdzie dzieci uczą się języka polskiego, mówi się po polsku, a raczej "gwari". Jest też Dom Polski, działa zespół ludowy Sołonczanka, a w 1996 roku wieś odwiedził prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, którego staraniem Polska zafundowała wsi porządną drogę betonową. 

W Nowym Sołońcu w Domu Polskim zostawiliśmy prezenty, jakie przywieźliśmy dla polskich dzieci (zabawki, słodycze). Tutaj też zawarliśmy "znajomości" z miejscowymi dziećmi, które miały mnóstwo radości, gdy daliśmy im nasze rowery i kaski, aby mogły sobie pojeździć. 

Po godzinie udaliśmy się dalej, mieszkańcy ostrzegli nas jednak, że drogą do Pleasy żaden samochód nie przejedzie. 
Cdn. 

Miejscowe dzieciaki miały mnóstwo radości, gdy daliśmy im nasze rowery i kaski, aby mogły sobie pojeździć. Galeria zdjęć z wyprawy znajduje się na stronie internetowej Bankowego Towarzystwa Rowerowego www.btrbsnaleczow.pl 

BTR
(0 głosów)