Napisane przez  Rafał Bieliński
28
Sty
2014

Fakty o monitoringu

Towarzystwo Przyjaciół Nałęczowa milczy, mimo że wyrzucane są wspólne pieniądze na założenie monitoringu czy utrzymanie straży miejskiej, której nie mają dużo większe miasta – napisała prof. Maria Szyszkowska w swoim felietonie, opublikowanym w poprzednim numerze „GN”. Rozgorzała dyskusja na temat: kosztów i zasadności instalacji monitoringu, który jest jednym z elementów realizowanego projektu rewitalizacji. Jak zazwyczaj bywa, i w tym temacie opinie mieszkańców są podzielone, a jakie są fakty?

– Prace nad rewitalizacją rozpoczęliśmy od stworzenia listy zadań, których realizacja była miastu potrzebna i które dawały szansę na przyznanie punktów przy ocenie wniosku – mówi burmistrz Andrzej Ćwiek. – Żeby takie punkty zdobyć, trzeba bowiem spełnić zapisane w programie kryteria. Dotyczą one m.in. rodzaju przedsięwzięć. Ktoś, kto nie zna dokładnie tego mechanizmu, może być zdziwiony różnorodnością zadań wpisanych w rewitalizację. Tworzą one jednak komplet potrzebnych miastu przedsięwzięć, którego wielką zaletą jest ilość zdobytych przy ocenie punktów i w finale przyznana dotacja. Jednym z punktowanych kryteriów było zwiększenie bezpieczeństwa na obszarze rewitalizowanym. Wpisanie monitoringu do wniosku dało nam możliwość zdobycia tych punktów.

I co najistotniejsze w tej spornej kwestii – gmina nie wydała na to zadanie ani grosza z naszej wspólnej kasy– czyli budżetu gminy, ale sfinansowała tę inwestycję za pieniądze unijne.

–Monitoring kosztował 228.410 złotych – informuje burmistrz. – Przypomnę, że do rewitalizacji w ramach udziału własnego nie dokładaliśmy pieniędzy z budżetu gminy. Zaliczono nam jako udział wartość wcześniej wykonanych inwestycji, takich jak przebudowa ulicy Głębocznica, przebudowa odcinka ulicy 1 Maja, budowa targowiska i budowa szaletu miejskiego. Przy okazji układania instalacji monitoringu położony został światłowód, który w przyszłości będzie częścią naszej miejskiej instalacji światłowodowej połączonej z siecią planowaną przez województwo.

Przeciwnicy montażu kamer czują się też inwigilowani w małym spokojnym miasteczku. – Ten monitoring nie jest żadną inwigilacją – wyjaśnia burmistrz. – Chodzi tylko o bezpieczeństwo. Z monitoringiem, który jest inwigilacją, mamy do czynienia na stadionach, ale on także montowany jest dla bezpieczeństwa. Kamery umieszczone są w miejscach publicznych i nie ograniczają swobody naszego zachowania bardziej niż obowiązujące w tych miejscach przepisy, czy powszechnie uznawane normy. Mogą być one nam wszystkim pomocne w ustaleniu np. sprawców kolizji drogowych. Swoją obecnością z pewnością zapobiegną wielu drobnym, ale dokuczliwym zdarzeniom.

W Nałęczowie działa 10 kamer. Trzy kamery obrotowe monitorują najważniejsze skrzyżowania: Lipowa–1 Maja, 1 Maja – Poniatowskiego – Kolejowa – Armatnia Góra – Chopina i ulicę Poniatowskiego z rondem. Cztery kamery stacjonarne umieszczone są na budynku Urzędu Miejskiego i po jednej naprzeciwko Nałęczowskiego Ośrodka Kultury, Przepióreczki i przy placu zabaw.

– Oczywiście nie jest to klasyczny system monitoringu miejskiego, w ramach którego monitory przez kilkanaście godzin dziennie obserwują dyżurujący i w razie czego powiadamiają np. policję – dodaje burmistrz. – Nasz monitoring ma za zadanie rejestrować wydarzenia i zapisywać je na wypadek konieczności ich odtworzenia. Kamera obserwująca rondo pozwoli nam wyeliminować łamanie przepisów przez kierowców samochodów ciężarowych, którzy wjeżdżają na to rondo ulicą Graniczną, nie stosując się do ograniczenia wagi pojazdu do 8 ton.

Do przeglądania tego, co rejestrują kamery upoważnieni są funkcjonariusze Straży Miejskiej i burmistrz. Dostęp ma także informatyk w ramach nadzoru funkcjonowania oprogramowania i oczywiście w przypadku awarii serwisanci. Jeżeli ktoś miałby problem, w rozwiązaniu którego uzasadnione byłoby przejrzenie zapisu z monitoringu, może z tego skorzystać za pośrednictwem funkcjonariuszy Straży Miejskiej.

(0 głosów)