Napisane przez  PW
18
Sie
2007

Znamy tylko ich nazwiska

Na samym skraju wsi Czesławice, na granicy naszej gminy, na terenie ostatniej posesji stoi krzyż. Pokazał mi go Witold Kisielewski, który od dłuższego czasu prowadzi prywatną "inwentaryzację" krzyży i kapliczek przydrożnych, notując historię ich powstania. Okazuje się, że krzyż w Czesławicach jest pod tym względem wyjątkowy. - W tym miejscu rodzina mojego teścia pochowała na swojej ziemi czterech poległych żołnierzy.

To było jeszcze w czasie pierwszej wojny światowej - opowiada Marianna Rzeźnik. - nikt ze świadków już nie żyje, ja sama tę sprawę znam z opowieści mojego teścia. To on spisał nazwiska poległych. Pani Rzeźnik odczytuje z wielokrotnie przepisywanej w ciągu lat kartki: Komsta, Mikos, Nowak, Swoboda. Tych zabitych mieszkancy zebrali z pól i pochowali w miejscu, gdzie dziś stoi krzyż. Z informacji zapisanej na przechowywanej pieczołowicie kartce papieru wynika również, że polegli byli żołnierzami Legionów Polskich.

Po rozmowie z panią rzeźnik próbowałem dowiedzieć się czegoś więcej o pochowanych tu żołnierzach.
Front przeszedł tędy w 1915 roku. Tyle, że Legiony Polskie walczyły wtedy kilkanaście kilometrów dalej na wschód! (patrz mapka). Śmierć któregoś z legionistów na polach Czesławic jest bardzo mało prawdopodobna. Żadnego z nazwisk poległych nie ma też na liście strat Legionów Polskich, jaką skrupulatnie odtworzyli: Janusz Cisek i Kamil Stepan.
Jeśli nie byli legionistami, to może służyli w armii austro-węgier? Wielu żołnierzy zginęło tu na przełomie lipca i sierpnia 1915 roku. Około 200 z nich pochowano na niepozornym dziś cmentarzu wojskowym w Drzewcach. W opracowaniu Marcina Dąbrowskiego "Cmentarze wojenne z lat i wojny światowej w dawnym wojewodztwie lubelskim" możemy znaleźć informację, iż wśród pochowanych w Drzewcach byli między innymi żołnierze 10. przemyskiego pułku piechoty. Wśród nich na pewno wielu Polaków. Mogli walczyć tu i ginąć także Czesi (i to oni mogli nosić takie nazwiska jak Nowak czy Swoboda)

Jeżeli więc polegi w Czesławicach byli żołnierzami Cesarskiej i Królewskiej Armii - to dlaczego austriacy ich "zgubili" w swojej ewidencji? Przeceż mieli czas, służby i dbali o swoich poległych.
- Wykonali ogromną pracę w latach 1917-18 - mówi Marcin Dąbrowski. - Prawie cała dokumentacja, dotycząca grobów wojskowych z pierwszej wojny światowej na tych terenach pochodzi od służb austriackich.
Więc dlaczego nie ma tego grobu w ewidencji pozostawionej przez Austriaków? Czy dlatego, że w końcu była wojna, a więc i bałagan? I jak wytłumaczyć zapis o legionach w rodzinnej notatce?

- Istnieje jeszcze inna możliwość. Nie da się wykluczyć, że to byli żołnierze Legionu Puławskiego - mówi Marcin Dąbrowski.Ta ochotnicza, złożona z Polaków formacja, w odróżnieniu od Legionów Polskich, walczyła po stronie Rosji. I, odwrotnie niż Legiony Polskie, jest prawie zupełnie nieznana. Wiadomo jednak, że Legion Puławski walczył w rejonie Dęblina.
Kolejna możliwość to ta, że polegli byli polakami służącymi w armii rosyjskiej. Polacy walczyli wtedy przecież we wszystkich armiach zaborców, często bijąc się między sobą. Jan Konefał pisał o bitwie pod Jastkowem: "smutny nastrój wśród legionistów powodował jeszcze chóralny śpiew, jaki nocą było słychać w okopach rosyjskich. To polacy, z któregoś z syberyjskich pułków krzepili się słowami pieśni jeszcze Polska nie zginęła".

Warto upamiętnić poległych żołnierzy (niezależnie z jakiej armii) i docenić zaangażowanie rodziny Rzeźników w zachowanie pamięci poległych (nawiasem mówiąc to postawa bardzo rzadka w dzisiejszych czasach). Witold Kisielewski deklaruje wykonanie tablicy w piaskowcu z nazwiskami i, jeśli uda się ustalić, przydziałem wojskowym poległych. Może nawet gmina mogłaby w czymś pomóc?
Na razie jednak zwracamy się do mieszkańców Czesławic, czy raczej do ich potomków, często mieszczających już w Nałęczowie czy Lublinie: może wśród opowiadanych w rodzinie historii znajdą się jakieś informacje na temat walk w 1915 roku?
Każdy szczegół może być pomocny w wyjaśnienieniu kim byli polegli.
Jesteśmy to winni poległym na naszej ziemi, a i dla rodziny opiekującej się przez blisko 100 lat mogiłą byłaby to pewnego rodzaju satysfakcja. Warto, żeby Witold Kisielewski wyrył na tablicy nie tylko nazwiska.

Paweł Wałęcki

 

(0 głosów)