18
Paź
2007

Faustyna Morzycka

Z POCZTU LUDZI NAŁĘCZOWA
Jedną z zasłużonych dla Nałęczowa kobiet była Faustyna Morzycka, działaczka oświatowa i społeczna, nałęczowska "siłaczka". Urodziła się 15 czerwca 1864 roku w Tambowie, podczas pobytu jej rodziców na zesłaniu.
Ojciec Julian zesłany był na Syberię za udział w Powstaniu Styczniowym, matka Maria z Obuchowskich dobrowolnie podążyła za mężem. W 1870 roku matka Faustyny opuściła męża i gromadkę swych dzieci. Faustyną początkowo zajęła się ciotka, także Faustyna, siostra ojca, potem zaś rodzice chrzestni państwo Nowiccy mieszkający w Lipecku koło Tambowa.


Po carskiej amnestii Nowiccy wraz z przybraną córką przenieśli się do Nałęczowa, gdzie doktor Nowicki z innymi lekarzami sybirakami wskrzesza i urządza Zakład Leczniczy, którego zostaje pierwszym dyrektorem.

W 1882 roku Faustyna kończy prywatną pensję Henryki Czarnockiej w Warszawie, potem zaś uzyskuje patent nauczycielki. Bez reszty poświęca się pracy pedagogicznej. Wiąże się z młodzieżą warszawską i nałęczowską prowadząc konspiracyjną pracę oświatową. Kolejne lata życia Faustyny to Nałęczów, Paulinów, znowu Warszawa, Skierniewice, Szawle. Dla ratowania zdrowia wyjeżdża do Włoch i Szwajcarii. Teraz zajmiemy się wątkiem nałęczowskim Faustyny Morzyckiej.

Zamieszkała ona najpierw ze swymi opiekunami w "oficynie" obok Pałacu, a po 1883 roku w willi Nowickich "Pod Kraszewskim" przy Alei Lipowej. Po śmierci doktora Nowickiego i po powrocie jej ojca z Syberii Faustyna przeprowadza się do jego majątku w Paulinowie koło Piotrowic Małych. Pomaga ojcu w gospodarstwie i prowadzi tajne nauczanie. Uczy dzieci wiejskie czytania i pisania, wygłasza patriotyczne pogadanki o ziemi ojczystej, ukazuje piękno przyrody, niesie elementarze do najuboższych wiejskich chat. To właśnie w tym czasie Stefan Żeromski po raz pierwszy usłyszał o Faustynie, potem poznał ja osobiście. Faustynę uczynił bohaterką noweli "Siłaczka". Stała się ona pierwowzorem literackim wiejskiej nauczycielki Stanisławy Bozowskiej.

W 1892 roku Faustyna wraz z ojcem przenosi się z Paulinowa do Nałęczowa, gdzie oboje rozpoczynają pracę w Zakładzie Leczniczym. Faustyna otrzymała posadę kasjerki. Pracowała tutaj trzy lata, do 1895 roku.

Na dziesięć lat opuszcza Nałęczów, by powrócić tu w1905 roku. Teraz rozpoczyna się dla niej nowy okres życia. Nadchodzi rewolucja. W Nałęczowie powstaje szereg placówek kulturalno-oświatowych, którym patronują tacy ludzie jak: Stefan Żeromski, Gustaw Daniłowski, Felicja Sulkowska, państwo Rudzcy i Dulębowie.
Faustyna Morzycka otwiera w willi "Tolin" dwuklasową, koedukacyjną szkołę dla wiejskich dzieci, którą potem przeniesiono na Pałuby do willi "Kazimierówka".
Ponadto Faustyna prowadzi w tym czasie kursy dla analfabetów, organizuje cykl odczytów, które odbywają się w każdą niedzielę i święto z udziałem miejscowych prelegentów oraz z Lublina i Warszawy, prowadzi teatr amatorski, pisze powieści, z których najlepszą była "Powrotne fale".

Oprócz pracy oświatowej nasza "siłaczka" prowadzi konspiracyjną działalność polityczną. Sympatyzuje z PPS, jest członkiem zarządu Towarzystwa "Światło", udostępnia swoje mieszkanie na tajne zabrania polityczne, pomaga uciekinierom z lubelskiego więzienia. Ta pomoc więźniom politycznym tragicznie zaważyła na dalszym jej życiu. Jeden ze zbiegów schwytany i torturowany na śledztwie zdradził. Faustynę aresztowano i osadzono w lubelskim więzieniu. Dzięki usilnym staraniom rodziny po pięciu tygodniach Faustyna została zwolniona i wyjechała pod zmienionym nazwiskiem do Krakowa. Tam nie mogła sobie znaleźć miejsca, tęskniła za Nałęczowem.

10 października 1909 roku Faustyna uczestniczyła w nieudanym zamachu na generała rosyjskiej żandarmerii. Wielu niewinnych ludzi ucierpiało w tej akcji. Faustyna załamała się i popadła w silną depresję psychiczną. W nocy z 25 na 26 maja 1910 roku odebrała sobie życie. Została pochowana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Rodzina zabiegała o sprowadzenie zwłok Faustyny do ukochanego przez nią Nałęczowa, by mogła spocząć obok ojca, siostry Róży i opiekuna Fortunata Nowickiego. Nie udało się.
Chociaż od śmierci Faustyny upłynęło już 97 lat Nałęczowianie nadal pamiętają o niej. Jej imię nosi Biblioteka Miejska i jedna z ulic Nałęczowa.

Krzysztof Zalech
(0 głosów)