Napisane przez  BW
14
Lis
2006

Lang jeździ w Nałęczowie

Z Czesławem Langiem rozmawia Bogumiła Wartacz



- Planowany jest w maju wielki wyścig kolarski MB właśnie w Nałęczowie i są dalsze plany, by zrobić tu etapy Tour de Pologne. Skąd pomysł, by zorganizować tak dużą imprezę w "Polsce B"?
- Zostałem zaproszony do Nałęczowa przez dyrekcję Uzdrowiska Nałęczów, zainteresowaną tego typu imprezami sportowymi i promowaniem kolarstwa. Okazuje się, że w Nałęczowie są dobre warunki i tereny do przeprowadzenia takiej imprezy kolarskiej: urozmaicona rzeźba terenu oraz zaplecze - rozbudowana baza noclegowa. Nie znałem tego miejsca. Byłem w Nałęczowie tylko przejazdem. Muszę przyznać, że odkryłem Nałęczów na nowo. Myślę, że jest tu wiele, do pokazania, to nie Polska B. Można i tu robić imprezy na dużą skalę. Macie do tego warunki w tym uroczym miejscu.
- Mówił Pan na konferencji prasowej (14.11.06) o promowaniu kolarstwa, sportu, tak, by młodzież aktywnie spędzała wolny czas, ucząc się tej rywalizacji sportowej. Co sądzi pan o obrazku, jaki często zdarza się zauważać: młodzi ludzie na rowerach po przejechaniu jakiegoś odcinka trasy, odpoczywając palą papierosy... To jest sport?
- Nie polecam palenia papierosów podczas jazdy rowerem i w ogóle nie polecam. Układ oddechowy wysila się dodatkowo. Polecam za to sport i zdrowy styl życia. Ćwicząc jakąś dyscyplinę sportu, młodzi ludzie doskonalą swoje umiejętności i z czasem mogą zrobić w tej dziedzinie karierę, a nawet za swoje osiągnięcia zarabiać niezłe pieniądze. Ważna jest promocja, propagowanie wśród młodzieży tego typu imprez, w których mogą uczyć się rywalizacji sportowej. Ale sport to pewne wyrzeczenia, sport też uczy pokory. Pamiętajmy też, że kariera sportowa nie trwa długo, trzeba rozsądnie zarabiać na siebie, by potem żyć z oszczędności. Sport, jak każda dziedzina życia wymaga od człowieka systematyczności, treningu, dyscypliny. Sport, rywalizacja sportowa nie jest łatwa.
- Panu się udało wiele osiągnąć w kolarstwie, wiele tytułów, zwycięstw, ale proszę powiedzieć, który swój wyścig zapamiętał Pan najbardziej?
- Jeździłem 10 lat jako amator i 10 jako zawodowiec w różnych wyścigach. Nie zapomnę olimpiady z 1984 w Moskwie. Podczas wyścigu wraz z dwoma Rosjanami odjechałem nieco od peletonu. Mieliśmy nad nim kilkuminutową przewagę. Potem jeden z Rosjan zdystansował mnie i swojego kolegę. Było pewne, że wygra. Za to cały czas rozgrywała się rywalizacja między nami dwoma. Rywalizacja nie tylko sportowa, ale i polityczna: czy Polska wygra, czy ZSRR? Wygrałem. Ten srebrny medal wyjątkowo cieszył. To były te czasy słynnego do dziś gestu Kozakiewicza.
- Po zakończeniu sportowej kariery nadal jest Pan związany z tym sportem.
- Tak. Nadal jeżdżę i zarażam też tym innych. Do Nałęczowa też wziąłem rower, więc mogę sobie pojeździć po okolicy. Od 13 lat organizuję wyścigi zaliczane do najważniejszych wyścigów kolarskich świata skupione w cyklu wyścigów Pro Tour.
- Jest Pan świetnym kolarzem, to wiedzą wszyscy, a jak z jazdą samochodem?
- Nie widziałem kolarzy źle jeżdżących samochodem. Na torze, kiedy tylko centymetrami szerokości opon rower przylega do nawierzchni, a obok setki ludzi, uczymy się jechać tak i tak balansować ciałem, żeby nie ulec kolizji, do tego duża prędkość 60 km, 80 km na godzinę. Przy tym jazda samochodem, to odpoczynek.
- Dziękuję za rozmowę i może czas zacząć treningi przed majowym wyścigiem.
- Dziękuję i zapraszam wszystkich chętnych cyklistów na trasę.

(0 głosów)