Wydrukuj tę stronę
Napisane przez  Agnieszka Zadrożna
09
Lis
2015

Dlaczego właśnie Nałęczów?

Dlaczego właśnie Nałęczów? Z TEJ Gdyni? Tutaj? Jak to? Po co? Odkąd tutaj zamieszkałam, tego rodzaju pytania towarzyszą mi niemal codziennie. W ostateczności są to tylko zdziwione, pytające spojrzenia, które powodują, że stale czuję się wywołana do tablicy i zanurzam się w banale rozmaitych, wykrętnych odpowiedzi. Cóż... Sprawa jest prosta. Zakochałam się, a miłość wiadomo – jest ślepa.

Jak tu bronić obiektu mych westchnień? Tłumaczyć się z niewytłumaczalnego? Bo, że nie wszyscy darzą go uczuciem i potrafią poznać się na jego pięknie? To fakt. Że pełen jest sprzeczności i kompleksów? Owszem. Że często stawia się w roli ubogiej krewnej, nieświadomy swojej urody? Niestety, prawda. Że jego wartość nie jest ad hoc oczywista, wymaga wytrwałości i jest dla koneserów? Tak, i to prawda. Że jeszcze wiele przede mną skrywa tajemnic? Mam nadzieję, że tak. Że każdy dzień z nim jest zupełnie inny, pierwszy i nieprzewidywalny? Ależ tak! Że wszyscy wokół znają adresata mych uczuć lepiej ode mnie i przyglądają się podejrzliwie tej obcej, bo jakże to – STAMTĄD – a chce tu żyć, działać, wrosnąć...? Jest i tak.

A może jak kochać to z całym dobrodziejstwem inwentarza? Konsekwentnie i bez zbędnych pytań, na które zapewne i tak nie ma odpowiedzi. Przynajmniej nie takich, jakie zainteresowani chcieliby uzyskać. Odpowiem tak (jednych to zadowoli, innych rozczaruje, kogoś tam pewnie oburzy), według mnie Nałęczów to nie miasto, nie uzdrowisko, to coś zupełnie innego. To stan umysłu. Pewna zmienna w nastrojach wartość dodana. Trzeba chcieć wejrzeć w jego delikatną strukturę; odważnie, ale nie bezkrytycznie zagłębiać się dalej. Z przymrużeniem oka spojrzeć na zawiłe meandry miejscowych koterii, przebić się przez morze malkontenctwa, marazmu i wyobrażeń innych jak ma wyglądać to miejsce.

Bo, że Nałęczów Prusem, Żeromskim i świetnością dziewiętnastowiecznego kurortu stoi, to fakt niezaprzeczalny i dodający mu osobliwego, nostalgicznego uroku. Nie wyczerpuje to jednak całej prawdy o nim. Tutaj piękno jest wielorakie, wymyka się definicjom, modom i trudno je wpisać w kontekst czasu. Wolność osądu, osobista optyka jest prawem KAŻDEGO mieszkańca Nałęczowa. I tych z dziada pradziada, i tych od lat nastu, i kuracjuszy, i zwykłych turystów, i przybyszów z innych krajów (tak, również tutaj mieszkają) i tych szalonych jednostek, które porzucają bez żalu wielkie miasta z perspektywami dla takich niedużych, niepowtarzalnych cudów. Czy ktoś to musi rozumieć? Czy to należy i można wyjaśnić? Chyba nie. Tutejsza ławka wydaje się być niezwykle szeroka, dla każdego znajdzie się miejsce. Otwórzmy szerzej oczy, nadstawmy uszu. Słychać parkowe gawrony...

(1 głos)